2.7.13

Katarzyna Pawlak "Za Chiny ludowe. Zapiski z codzienności Państwa Środka"

Za Chiny ludowe! Za nic nie stanę się prawdziwą szanghajką!* - w jednym z rozdziałów wyznała Katarzyna Pawlak. Czy oznacza to, że Państwo Środka rozczarowało ją? Wręcz przeciwnie! Autorka tych słów kocha Chiny, przyrównując swoje uczucie do miłości do drugiej osoby, którą kocha się mimo wad. A tych w opisywanym kraju nie brak, oczywiście patrząc z perspektywy Europejczyka. 

Katarzyna Pawlak wyjechała do Państwa Środka na studia doktoranckie, do której przepustką była między innymi biegła znajomość języka chińskiego. Wydawałoby się, iż studia w obcym kraju są ogromną szansą na rozwój, okazuje się jednak, że sposób, w jaki doktorantka była traktowana na uczelni nie przystawał do poziomu jej wiedzy i ambicji. Dziewczyna nie była dopuszczana do opracowywania referatów o poważnej tematyce i odnosiła wrażenie, że jej zdolności były sprowadzane do umiejętności jedzenia pałeczkami... Na próby zwrócenia uwagi na niesprawiedliwość i nierówność w traktowaniu jej w porównaniu z pozostałymi studentami reagowano milczeniem lub... śmiechem! Taka jest bowiem typowa reakcja Chińczyka na kłopotliwą sytuację, co studentka zrozumie dopiero po pewnym czasie, choć reakcja ta nadal będzie wywoływała w niej spore emocje. Podobnie jak bycie traktowaną jak przybysz z obcego kraju, tzw. laowaj, który jest uznawany za niewątpliwą atrakcję, którą koniecznie należy sfotografować i która wywołuje zdziwienie, gdy okazuje się, że mówi, i to w dodatku po chińsku! 

Ale Za Chiny ludowe to nie tylko studium odmienności kulturowej, której autorka doświadczyła podczas dwuletniego pobytu w Państwie Środka, ale także obraz życia jego przeciętnego mieszkańca oraz zapis zmian, jakie dokonały się w kraju na przestrzeni ostatnich lat. Katarzyna Pawlak jest socjologiem, w związku z czym zamiast reportażu otrzymujemy treści osadzone w kontekście nauki o społeczeństwie. I choć nie wszystkie teksty zainteresowały mnie w równym stopniu, książka zdecydowanie poszerzyła moją wiedzę na temat Chin i zawiodła mnie w nieznane mi dotąd obszary, np. na granicę z Koreą Północną oraz do telewizyjnego studia, w którym realizowany jest program "Feicheng Wurao" (podobny nieco do znanej polskiemu telewidzowi "Randki w ciemno"). 

Warto przeczytać!

*Katarzyna Pawlak, Za Chiny ludowe. Zapiski z codzienności Państwa Środka, Carta Blanca 2013, s. 107.

Carta Blanca 2013
Seria: Bieguny
Czytaj więcej →

24.6.13

Bartek Sabela "Może (morze) wróci"

Bartek Sabela był gościem tegorocznej krakowskiej edycji Festiwalu Trzy Żywioły, podczas którego miała miejsce premiera jego książki Może (morze) wróci. Wstyd przyznać (może usprawiedliwieniem będzie fakt, iż naukę geografii, i to w dość mocno okrojonym zakresie, zakończyłam w pierwszej klasie szkoły średniej), ale do tego czasu nie miałam pojęcia o zbrodni dokonanej na Morzu Aralskim. Bo jak inaczej nazwać unicestwienie ogromnego zbiornika wody, będącego źródłem utrzymania okolicznej ludności, siedliskiem wielu gatunków zwierząt i - wydawałoby się - stałego elementu krajobrazu zapewniającego klimatyczną równowagę? 

W zrozumieniu tej absurdalnej sytuacji ma pomóc wymowny wstęp, w którym autor książki zarysował analogiczną sytuację, która mogła się zdarzyć na naszym rodzimym gruncie. Program zalania i zarybienia jednej czwartej części powierzchni naszego kraju w pierwszej chwili wydaje się zbyt szalony i nierealny by mógł zostać zrealizowany, jak pokazuje przykład Morza Aralskiego nie jest jednak pozbawiony podstaw. Okazuje się bowiem, że można ot tak, po prostu, wymyślić kolosalną bzdurę i wcielić ją w czyn, nie zważając na ryzyko jakie niesie ze sobą takie przedsięwzięcie. Nie trzeba odpowiednich warunków - można je stworzyć samemu. Skoro jest tyle nie wykorzystanej wody, nic nie stoi na przeszkodzie aby stworzyć system kanałów nawadniających plantacje bawełny. Uzbekistan będzie potęgą w dziedzinie produkcji włókna! Niestety, do produkcji jednego kilograma surowca, czyli ilości wystarczającej na wyprodukowanie trzech bluz lub dwóch par spodni, potrzeba od 17000 do 30000 litrów wody. A żeby wszystko działało jak należy system nawadniający musi być odpowiednio zaprojektowany, w przeciwnym razie... Tę smutną historię już znamy.

Może (morze) wróci to nie tylko suchy opis geograficznej i ekologicznej katastrofy, ale także barwne losy Uzbeków i Karakałpaków oraz miejsca, które zmieniły się wraz ze zniknięciem morza. W opowieści nie brak również odautorskiej refleksji na temat wpływu człowieka na otoczenie oraz turystyki w ogóle. Znane powszechnie przewodniki Lonely Planet, będące dobrodziejstwem dla opierających się na nich leniwych turystów, pomijając niektóre miejsca mogą wyrządzać szkodę tubylcom, odbierając im tym samym szansę zarobku. Sabela pisze także o biedzie, która stała się atrakcją turystyczną i swoich obawach w związku z fotografowaniem ludzi w takich krajach jak Uzbekistan. Nie chce nikogo poniżać posiadaniem drogiego sprzętu, czasami wręcz przewyższającego wartością cały dobytek napotykanych na swojej drodze ludzi.

W tej książce wszystko jest piękne. Prosta, wręcz minimalistyczna okładka, wspaniałe fotografie i grafiki oraz wymowna opowieść bez happy endu doskonale ze sobą współgrają. Chyba nie muszę dodawać, że zostałam oczarowana?

Bezdroża 2013
Czytaj więcej →

13.6.13

Colin Thubron "Cień Jedwabnego Szlaku"


Jedwabny Szlak biegnący przez serce Azji od pewnego czasu rozpala moją wyobraźnię. Chciałabym przemierzyć choć część starożytnego traktu, oczami wyobraźni zobaczyć ciągnące karawany i choć na chwilę przywołać do życia przeszłość. To byłaby niezwykła podróż, jakże inna od turystycznego wypadu nastawionego na zaliczanie kolejnych zabytków na trasie, co uświadomił mi Colin Thubron, brytyjski pisarz podróżniczy, porównując przemierzanie Jedwabnego Szlaku - fałszywych granic i wielu rozwidlających się dróg - do pogoni za duchem. Jego podróż to bowiem coś więcej niż bicie kilometrów (a tych na trasie pisarza uzbierało się aż 11000!) i wykreślanie kolejnych państw z listy krajów, przez które przebiegał niegdyś trakt handlowy.

Colin Thubron wkroczył na Jedwabny Szlak w dawnej stolicy Chin Xi'an i przemierzał kolejno byłe republiki radzieckie, Afganistan oraz Iran by swoją wędrówkę zakończyć w tureckiej Antiochii. Drogę pokonywał środkami transportu zbiorowego, autostopem, na wielbłądzie, a nawet wozem ciągniętym przez osła. Nie dbał o swoją wygodę, najważniejsze były bowiem przeżycia i rozmowa z ludźmi napotkanymi na swojej drodze, z którymi nie bał się poruszać kontrowersyjnych tematów takich jak religia czy polityka. 

Thubron podczas spotkania z czytelnikami w Krakowie
(16.05.2012)        

©poczytajka
Thubron dał się poznać jako wnikliwy obserwator, uważny słuchacz i cenny rozmówca. W swojej ciekawości, a wręcz dociekliwości, potrafił przekraczać granicę strachu, jak było np. w przypadku wspinaczki do jaskini położonej kilka metrów nad ziemią. Nie była to jednak jedyna sytuacja, w której czuł obawę. Podczas podróży zdarzały się nieprzyjemne sytuacje, ale zawsze udawało mu się wybrnąć z nich obronna ręką, czasami wręcz brawurowo. Thubron wychodził bowiem z dość zuchwałego założenia, że jako cudzoziemiec jest chroniony. Nie wahał się więc naginać prawa i ryzykować - w Iranie wszedł do meczetu Goharshad zamkniętego dla innowierców, a w pociągu do Samarkandy nie bał sprzeciwić się służbom mundurowym i odmówić wręczenia oczekiwanej łapówki.

Swoją relację z niezwykłej wędrówki szlakiem starożytnych kupców brytyjski podróżnik przelał na papier w dość niespodziewanej dla mnie formie. W Cieniu Jedwabnego Szlaku nie ma śladu suchego, reportażowego stylu, niemal każde zdanie jest dopracowane i nacechowane poetyką. Wprawdzie taka forma w połączeniu z dość dużą ilością kontekstów historycznych chwilami utrudniała mi sprawny odbiór czytanych treści, jednak poetyckiego stylu autora zdecydowanie nie zaliczam do wad książki. Wiem, że do Cienia Jedwabnego Szlaku jeszcze niejednokrotnie wrócę.

Czarne 2013
Seria: Orient Express
Tytuł oryginału: Shadow of the Silk Road
Przekład: Paweł Lipszyc
Czytaj więcej →

5.6.13

Anna i Krzysztof Kobusowie "Podróżuj z dzieckiem. Poradnik praktyczny"


Jeszcze kilka lat temu, kiedy podróżowanie z dziećmi nie było tak rozpowszechnione jak dziś, rodzinne wojaże wydawały mi się czymś abstrakcyjnym. Maluch kojarzył mi się z nieustającymi obowiązkami i wyrzeczeniami (takie przekonanie wpoiła mi rodzina hołdująca kultowi powinności i nieustannej pracy), i gdyby wtedy ktoś mi powiedział, że z niemowlęciem rusza w podróż popukałabym się w czoło. Gdy trafiłam na książki Aldony Urbankiewicz o podróżach z rocznym, a potem dwuletnim synem, poczułam niemalże objawienie. Pojawienie się dziecka nie musi przekreślać naszej ciekawości świata! Potem na jednym z festiwali podróżniczych poznałam Annę i Krzysztofa Kobusów, i oni już ostatecznie przegonili resztki sceptycyzmu goszczącego w moim umyśle. Bo jak można nie wierzyć w powodzenie takiego przedsięwzięcia widząc parę dziennikarzy i fotografów z dwójką maluchów w egzotycznej podróży podczas której realizują materiał zdjęciowy? 

Podczas ostatnich warsztatów na temat podróżowania z dziećmi prowadzonych przez Annę i Krzysztofa Kobusów w Krakowie ogromna sala kina Kijów Centrum była wypełniona po brzegi, co świadczy o tym, że zainteresowanie tematem jest ogromne. Tym bardziej cieszy fakt, iż na rynku wydawniczym niedawno ukazała się książka Podróżuj z dzieckiem. Poradnik praktyczny. Anna i Krzysztof Kobusowie  zebrali w niej cenne rady dla wszystkich, którzy planują wyjazd z małym kompanem, choć część wskazówek będzie przydatna również dla osób podróżujących bez dzieci. Autorzy omówili przygotowania do podróży od podstawowych kwestii takich jak wybór kierunku i wymagane dokumenty po kwestie praktyczne - co zabrać w podróż i o co zadbać przed wyjazdem, by uniknąć przykrych niespodzianek na miejscu np. w postaci tropikalnych chorób. Wiele miejsca poświęcone zostało sposobom spędzania czasu z dzieckiem, gdyż priorytety małego podróżnika są inne niż nasze i trzeba je uwzględnić w naszych planach, gdyż z pewnością nie uszczęśliwimy malucha spędzając z nim kilka godzin przed muzealnymi gablotami czy oglądając kolejne zabytki znajdujące się na liście UNESCO. 

Największą zaletą poradnika Podróżuj z dzieckiem jest to, że został napisany przez praktyków, którzy zdobywali wiedzę na podstawie własnych doświadczeń. Aby czytelnik miał okazję poznać również inne punkty widzenia w książce znalazły się również wypowiedzi i rady zaprzyjaźnionych z Anną i Krzysztofem Kobusami podróżujących rodziców. 

Ta książka udowadnia, że dziecko może być idealnym kompanem podróży, musimy tylko dać mu szansę i otworzyć się na nowy sposób podróżowania.

G+J 2013
Czytaj więcej →

15.5.13

Marek Tomalik "Lady Australia"

Lady Australia nie jest zwykłą książką podróżniczą. Nie jest to opowieść o drodze, ale o... miłości. Tak, Marek Tomalik darzy Australię największym uczuciem - kontynent fascynuje go i przyciąga do siebie, jest jego miejscem na ziemi. Gdy inni zawracają, bo szkoda im auta na trudne do przebycia tereny, on korzysta z zaproszenia, podejmuje wyzwanie i kolejny raz przenika istotę Australii.

Książka przypomina fotokast - jest opowieścią wzbogaconą o obraz i dźwięk. Istnienie tekstu i obrazu jest uzasadnione, ale w jaki sposób do książki przemycono dźwięk? Tomalik utkał Lady Australię z kilku opowieści, z których każda ma niesamowicie brzmiący tytuł (obce słowa pochodzą z języków używanych przez przedstawicieli różnych grup etnicznych): Pana (Ziemia), Garrayura (Niebo), Jungku (Ogień/żar), Tjintirka (Konik polny), Punu (Zielone), Kwatye (Woda), Boondie (Skała), Altyerre (Dreamtime), Buya Nagi (Niech będzie światło). Wszystkie rozdziały zostały opatrzone świetnymi zdjęciami oraz sugestią dotyczącą muzyki, która powinna rozbrzmiewać podczas lektury. Ale niepowtarzalną atmosferę tworzy coś jeszcze, naszej podróży towarzyszą bowiem również legendy i... poezja Williama Blake'a oraz poetyckie wtręty autorstwa Tomalika. To j e s t miłość, skoro podróżnik w tak wyrafinowany sposób mówi o swojej lady. On ją ubóstwia i chłonie wszystkimi zmysłami, po powrocie do domu czuje jej zapach na swojej koszuli i słyszy ją w śpiewie ptaków nagranych na kasecie! Mimo iż moje miejsce na ziemi leży na innej półkuli, dałam się ponieść tej pieśni uwielbienia i napawałam się Australią.

Jak wspomniałam na wstępie, nie jest to typowa książka podróżnicza, ale nie jest to zarzut. Lady Australia zdecydowanie wyróżnia się na tle innych książek - Tomalik tchnął w jej karty ducha Australii. Jedyne co mi przeszkadzało podczas lektury to format książki, gdyż wolę lektury mniejsze, poręczniejsze, które mogę spakować do torebki i wygodnie czytać w autobusie. Nie przypadł mi do gustu również fragment z dziennikiem podróży, "standardowy" tekst był przyjemniejszy w odbiorze i bardziej poetycki. Na szczęście zapisków było bardzo niewiele.

Książka była dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się, że Lady Australia tak mnie zafascynuje!

Bezdroża 2013

Czytaj więcej →

4.5.13

Wojciech Górecki "Abchazja"

Abchazja jest trzecią i zarazem ostatnią częścią tryptyku kaukaskiego, ja jednak od tej książki rozpoczęłam jego poznawanie, i jak się okazało słusznie. Abchazja według Wojciecha Góreckiego jest bowiem miniaturą Kaukazu, dziurką od klucza, przez którą można oglądać cały region*. Ten szczególny obszar położony jest między Kaukazem Północnym a Południowym, przez co kraina stała się tyglem etnicznym i kulturowym. Niestety, fakt ten nie jest wyznacznikiem siły i stabilności kraju, gdyż wszystkie wieloetniczne krajobrazy są kruche. Każde silniejsze tąpnięcie może je zniszczyć, wywołując krwawe niepokoje(...) Taki los spotkał Abchazję**.

Abchazja jest parapaństwem. Ma swoje granice, prezydenta, a nawet własne znaczki pocztowe, a jednak posiada status państwa nieuznawanego. Jej niepodległość akceptuje tylko kilka państw, w tym Rosja, pod której wpływami Abchazja pozostaje. Dwudziestoletni okres trudnych dla tego kraju wydarzeń jest tematem reportażu Wojciecha Góreckiego. Autor jest świadkiem dojrzewania abchaskiej państwowości i jej upadku. Historia i polityka ciasno splatają się z losami obywateli Abchazji, determinując ich życie. A to jest ciężkie, nie tylko ze względu na nieokreślony status ich ojczyzny i fałszowaną historię (według Gruzinów Abchazowie są albo potomkami gruzińskich plemion, albo przybyszami nie wiadomo skąd), ale także na biedę. W 1993 roku ta była tak głęboka, że miesięczna pensja pozwalała na zakup... niecałych 28 bochenków chleba!

Reportaż ma formę klamry - rozpoczyna się i kończy w miejscu zakwaterowania. Obskurne sanatorium Czernomoriec zostało zestawione z komfortowym hotelem Marriott, który w tej konkurencji wcale nie wygrywa. Gdy przed hotelem Góreckiego zaczepia kilkunastoletni chłopiec sprzedający swoje obrazki, reporter przyłapuje się na tym, że w tamtej chwili nie interesowało go życie młodego sprzedawcy. Po pewnym czasie stwierdza: Nie można bezkarnie mieszać dwóch ról, dwóch różnych porządków. Być światowcem i obieżyświatem. Nie da się mieszkać w Marriotcie i pozostać reporterem***.

Trudno pisać o Kaukazie, gdyż jego dzieje są skomplikowane. Wojciechowi Góreckiemu udało się jednak przybliżyć temat trudnej (para)państwowości Abchazji. Jak przeczytałam na okładce książki, Abchazja jest najbardziej osobistą z wszystkich trzech części tryptyku kaukaskiego - ponieważ nie poznałam poprzednich, nie jestem w stanie potwierdzić czy obalić tej tezy. Co daje się wyczuć to fascynacja Kaukazem i miłość do Wschodu, plastycznego i nieodgadnionego. Dla Góreckiego największym przeżyciem jest początek podróży, najważniejsza jest ta chwila, gdy wsiada do pociągu i daje się ponieść Wschodowi. Dla mnie natomiast niekwestionowaną przyjemnością będzie sięgnięcie po Planetę Kaukaz i Toast dla przodków, pominięte części tryptyku.

Czarne 2013

**Wojciech Górecki, Abchazja, Czarne, Wołowiec 2013, s. 8.
***Tamże, s. 172.

Czytaj więcej →

30.4.13

Katarzyna Kobylarczyk "Pył z landrynek. Hiszpańskie fiesty"

Przed ukazaniem się Pyłu z landrynek. Hiszpańskich fiest Katarzyna Kobylarczyk miała na swoim koncie liczne reportaże pisane dla prasy oraz zbiór tekstów o Nowej Hucie zatytułowany Baśnie z bloku cudów. Najnowsza publikacja wyrosła z fascynacji Hiszpanią - małymi miasteczkami i lokalnymi społecznościami wraz z ich niezwykle barwnymi fiestami. A tych jest mnóstwo! La Tomatina, obchody Wielkiego Tygodnia, corrida i poprzedzający ją bieg byków ulicami miasteczek to tylko niektóre z nich, te najsłynniejsze, o których miałam nadzieję przeczytać w Pyle z landrynek. Moja ciekawość została zaspokojona, ale tylko częściowo. Dlaczego? 

W książce znalazło się 30 krótkich objętościowo reportaży, które - wbrew podtytułowi - nie zawsze dotyczyły fiest. Ponieważ przywiązuję ogromną wagę do słów, podtytuł potraktowałam jako wyznacznik doboru tekstów i nastawiłam się na zgłębianie tematu hiszpańskiego świętowania. Niestety, tylko część tekstów traktowała o fiestach, a te, które miały bezpośredni związek z tematem, pozostawiły mnie z uczuciem niedosytu. Spodziewałam się licznych objaśnień, choćby symboliki wykonywanych gestów, a otrzymałam reportaż relacjonujący poszczególne etapy świętowania, ale bez zagłębiania się w szczegóły. Nie dowiedziałam się np. jaka jest geneza tytułowej wojny landrynkowej ani nie przeczytałam o bitwie na pomidory. Otrzymałam za to sporo tekstów nie związanych z tematyką zasugerowaną w podtytule: o tramontanie, rzece Ebro czy o rabusiach sprzed kilku wieków.  

Z przykrością muszę stwierdzić, że książka rozczarowała mnie. Jak już wspomniałam, podczas lektury czułam niedosyt - nie tylko z powodu stosunkowo niewielkiej ilości tekstów o fiestach, ale również formy przekazu. Niestety, odniosłam wrażenie, że autorka ślizgała się po powierzchni tematu, nie mogąc przedostać się głębiej, do jego istoty. Z książki dowiedziałam się więc tyle, ile Katarzyna Kobylarczyk zobaczyła na własne oczy, a to według mnie za mało, aby zrozumieć istotę tego niezwykle bogatego i barwnego elementu iberyjskiej kultury.

Czarne 2013
Czytaj więcej →